sheridan blog

Twój nowy blog

Jestem

Brak komentarzy

Ah narty udaly sie bajecznie….jedzonko pycha te wszystkie fondue, raclette, macaroons, chocolate etc mniam! A teraz juz Warszawa…rzeczywistosc..juz pani w sklepie zdazyla na mnie nakrzyczec i to bez powodu. Ja juz chce wracac…..:/

W biegu

Brak komentarzy

Jeszcze takiego tempa w zyciu nie mialam. Ostatnie 2 tygodnie calkowicie dalo nam popalic i zamiast wypoczynku mielismy troche stresu Ah.

Przyjazd na Bahamas sie przydal. Zregenerowalam sily. Teraz jestem na dobe w domu – by sie spakowac i do Europy. Warszawa czeka. Ale wczesniej narty w Chamonix :D.

Jak ja mam spakowac na 6 miesiecy i to w kilka godzin przed samym wyjazdem…slabo sie robi, juz nawet brzuch zaczyna mnie znerwow bolec :/. Czy ja przezyje ten czas w Polsce ?  :(((((

Warszawa

Brak komentarzy

Apartament – check
Samochod – check
Przeprowadzka – in progress
Bahamas – awaits :)

Milo spedzilismy Thanksgiving z amerykanskimi znajomymi. Mylo bardzo ciekawie i roznorodnie. Teraz czas na pakowani i Swieta z bliska rodzina. Ah lubie byc w domu na Swieta…moja mama kreuje wspaniala swiateczna atmosfere w domu. Juz nie moge sie doczekac!

To tak zawsze jest…ze nie zawsze wszystko jest tak jak ma byc. Mieszkanie mialo byc w PL no a teraz trzeba szukac, wiec szukamy. Na szczescie nie jest to jakis straszny proces hihi. Ah jak mi sie nie chce pakowac, nie chce, a moze nie przepadam za ta czynnoscia. Wszystko jedno, ten sam rezultat. Przynajmniej wakacje zakupione, zanim przylecimy do PL wygrzejemy sie na Bahamas :D.  O Tak! Owe wakacje napewno umila wszystkie czynnosci  przed!

PANIKA

Brak komentarzy

Nie wiem co jest z tym blogiem, raz dziala raz nie. Ahhhhh
Ogolnie to u mnie wlaczyla sie PANIKA! Przeprowadzam sie do Warszawy. Do Warszawy?! Ja nie wiem jak sobie z tym poradze….nie moja decyzja, ale juz podjeta.

Jejku, jak ten czas szybko leci. Dopiero co byl czwartek.. mile spedzalismy urodziny znajomej w przepysznej restauracji, ogladajac piekne fontany z sychronizacja do swiatel i muzyki, przechadajac sie po przepieknym ogrodzie botanicznym. Dopiero byla sobota… draznilismy podniebienie whisky wlepiajac oczy z przerazeniem na ekran obrazujacy „Santa Sangre” wraz z sasiadami. Dopiero byl poniedzialek… i golf w delikatnym deszczu. A tu juz jest sroda… kolejny dzien pracy obowiazkowo z kawa po tych koszmarach zafundowanych przez Jodorowsk’iego i dreszczami na mysl o sobotniej Macallan whisky…ajjjj. Dni tak szybko mi leca….a ostatnia godzina w pracy mi sie ciagnie. O ironio losu, ja chce do domu! Ja chce do mojego lozka, chce przytulic sie do poduszki…ZzzzZzzzZzZZzZzzzz z  z       z           Z     z           z                     z.

Tak nasz pobyt w gorach byl bajeczny. Teraz mili panstwo chca sie z nami wybrac do Canady…a raczej chca abysmy my znimi sie wybrali. Pozyjemy zobaczymy. Ah ostatnie dni daly sie we znaki, slonce prazylo i utrudnialo rozne czynnosci niezmiernie. Ja po godzinie golf’u wygladalam tak jakbym wyszla z sauny, super…

Tak wczoraj bylo mi melancholicznie. Przez ostatnie kilka lat nadchodzacy weekend (czy weekend polaczony z 4th of July) spedzalismy w pewnym prywatnym, zacisznym chicagowskim miejscu nad jeziorem). W tym roku jest inaczej. Mial byc romantyczny obiad w sobote, we 2je, ale plany sie zmienily. Bedziemy w zacisznym (chyba) miejscu w gorach. Znajomi, relatywnie swiezi znajomi, zaprosili nas do swojej prywatnej posiadlosci w pennsylvan’skich gorach. Fajnie. Ciesze sie niezmiernie, ale tym samym lekko denerwuje. Para, w wieku naszych rodzicow, nie znamy sie za dobrze, ale napewno bedzie sympatycznie :) Nie wiem, moj maz i ja, mamy jakies takie tatuaze na czole: „My nie terrorysci, zadni zbrodniarze, nie skrzywdzimy muchy, mozna nam zaufac” lol. Nie wiem, kazdy nam zawsze ufa, ale my w sumie tez…. ok wiec nie bede tego kwestionowac, jest dobrze, zostaje tylko sie cieszyc ze czesto poznajemy wspanialych ludzi. Oby tak dalej :).

Jeszcze kilka godzin do wyjazdu…ja juz nie moge wysiedziec w pracy. Juz chce byc w gorach. Ja kocham gory << Tak tylko nadmieniam, gdyby ktos sie zastanawial :)

Ah wiem! Kawa i czekolada umila mi czas, wiec lece po kawe… (czekolade przy sobie zawsze mam :) hehe)

Raz, dwa, trzy i powtarzamy sobie na glos …

JEST FAJNIE, JEST PIEKNIE, JEST MILO, JEST SPOKOJNIE, JEST DOBRZE, ZDROWO, SYMPATYCZNIE I BEZTROSKO, JEST INACZEJ. CIESZ SIE, KORZYSTAJ, ODPOCZYWAJ, KREUJ, ROZWIJAJ I UCZ SIE. ZA ROK POWROT DO „DOMU”, POWROT DO CHICAGO, JESZCZE CI SIE ODECHCE. ZYJ CHWILA!